czwartek, 5 stycznia 2012

Podsumowanie 2011: 13-4


Prawie się udało.



13. The Doppelgangaz
Lone Sharks
Groggy Pack Entertainment, LLC.











Kolejny album, który przez bardzo długi czas był na liście moich ścisłych faworytów. Dopiero kilka dni temu nastąpiła ostateczna "weryfikacja" tegorocznych albumów. Lone Sharks był z całą pewnością jednym z tych, z którymi spędziłem bardzo dużo czasu. Szalonego, zwariowanego, chorego. Te trzy słowa najlepiej charakteryzują to, co stworzyli The Doppelgangaz. Klimat niczym z najlepszych horrorcorowych produkcji sprzed kilkunastu lat, proste, dosadne rymy podane na mistycznej muzyce. Wydarzenie. Dawno czegoś takiego nie było, a jeśli już się zdarzyło, to nie na takim poziomie. W dodatku te zdjęcie na tylnej okładce, brr.

12. Lewis Parker
The Puzzle: Episode 1 'The Big Game'
The World of Dusty Vinyl










1. Tak jak J-Live, Lewis Parker u mnie zawsze znajdzie miejsce.
2. Tak jak J-Live, Lewis Parker genialnie produkuje (albo jeszcze lepiej).
3. Tak jak J-Live, Lewis Parker rapuje.
4. Tak jak J-Live, Lewis Parker zaprasza dobrych gości (choć tym razem bez Johna Robinsona).
5. Tak jak J-Live, Lewis Parker nagrywa dobre płyty.

Wniosek: w tym roku Lewis Parker wyżej od J-Live'a.

11. Blue Scholars
Cinémetropolis
self-released










Trochę jest to przykre, że niektórzy muszą wydawać swoje materiały własnym sumptem. Tak jest z Blue Scholars (dla przypomnienia swoje wcześniejsze rzeczy wydawali sami oraz dzięki Rawkusowi i Duck Down) i ich Cinémetropolis. Gdyby to wydał ktoś "potężniejszy" od nich samych, to kolejna świetna płyta mogłaby trafić do szerszego grona odbiorców. A tak, kupił i posłuchał tylko ten, kto miał to zrobić. Może to i lepiej? No ale przechodząc do rzeczy: Sabzi produkuje, Geologic rapuje. Kiedyś miałem z nimi problem, bo nie wszystko co zrobili, do mnie trafiało. Ich najnowsze dzieło jest tym, które w pełni akceptuje. Bez żadnych skipów. Produkcja nowoczesna, bardzo stylowa i jedne z najlepszych tegorocznych zwrotek, ze znakomitym konceptem.

10. Stalley
Lincoln Way Nights (Intelligent Trunk Music)
mishkanyc










Następna produkcja, która bardzo długo okupowała mój odtwarzacz. Paradoksalnie bardzo długo zabierałem się do posłuchania, czego teraz bardzo żałuję. Raper, który potrafi niemalże wszystko i jak na swój bardzo krótki staż, zdążył zdobyć uznanie i poważanie na scenie wśród tych największych. Mowa tutaj o Rick Rossie, który zaadoptował młodego brodacza do swojego labelu. Jestem przekonany co do tego, że jego "prawdziwy" debiut będzie sukcesem. Pytanie pozostaje tylko jedno: czy dalej będzie kontynuowana współpraca z Rashadem, który odpowiada za muzyką na Lincoln Way Nights (Intelligent Trunk Music)? Chemia na linii raper - producent jest wzorowa. Stalley doskonale czuje się w każdych "warunkach" stworzonych przez Rashada, niezależnie od tego czy bawią się w bardziej południowe rytmy (moje ulubione na albumie: "Monkey Ish" oraz "She Hates the Bass"), czy stawiają na klasyczne brzmienie. Najbardziej uniwersalny album tego roku i ten, którego gospodarz rokuje najbardziej z wszystkich.


9. Clams Casino
Instrumental Mixtape
self-released










Niezwykłe. Kolejny nołnejm (przynajmniej dla mnie) tworzy coś, czym przez bardzo długi czas się jarałem i jaram do tej pory. Wysyła swoje tracki do kogo popadnie i w ten oto sposób powstają tak niezwykłe albumy jak ten o jedno oczko wyżej na liście. Ulubieniec hipsterów i tym podobnych tworów? A co tam, komuś to przeszkadza? Chłopak zaliczył sporo udanych produkcji i te najlepsze zostały zebrane na Instrumental Mixtape. Kilka stworzonych dla Lil B, Soulja Boya, Main Attrakionz i innych plus piękny "Numb", który został później wykorzystany przez ASAPA. Piękne.

8. Lil B
I'm Gay (I'm Happy)
self-released










Zanim zaczniesz się śmiać*, udowodnię ci, że jesteś durniem. Nie, Lil B nie jest gejem. Tytuł oznacza zupełnie coś innego.

Ale masz rację, Lil B jest słabym raperem. Lil B jest raperem być może i najgorszym ze wszystkich. Ulubieniec wszystkich alternatywnych chłopców i dziewczynek, awangardowych dziennikarzy i blogerów itd. Zgoda. Jednak są dwie rzeczy, których odmówić mu nie można. Pierwszą jest to, że jego największa wada paradoksalnie jest jego... największa zaletą. Jeśli jakiś raper jest słaby, to go się nie słucha. Chyba, że jest to właśnie ON. Ktoś, kto potrafi tak przyciągać uwagę słuchacza zasługuje na szacunek. Druga, bardzo ważna zaleta, to ucho. Mało kto potrafi dobierać tak perfekcyjne podkłady na swoich płytach. Clams Casino, Talen Ted, Rick Flame, Keyboard Kid i BigBoy Tracks postarali się o to, żeby nie do końca normalny człowiek mógł nagrać swoje opus magnum. I mu się to udało. A że ty ubolewasz nad tym, że jest słaby? On ma to w dupie. Ja zresztą też.

* Roots i Common :(((((((((((((((((((((((((((((((((((


7. ASAP Rocky
LiveLoveA$AP
self-released










Trzeci bardzo ważny projekt, w którym palce maczał Clams Casino dostarczając takie wyśmienite podkłady jak te w "Palace", "Bass" i "Demons". Pewno już każdy słyszał, że ASAP Rocky podpisał kontrakt wart kilka milionów dolarów z Sony. Zasłużył na to, a jeśli ktoś by miał jakiekolwiek wątpliwości niech posłucha LiveLoveA$AP. Owszem, nie jest to raper wielki, ale słucha się go wyśmienicie, zwłaszcza przez specyficzne flow i głos, które z cała pewnością wyróżniają go spośród reszty. Liryki należą bardziej do tych "niewadzących", aniżeli do tych, które pamięta się latami. Nie jest to pod żadnym pozorem złe, bo trzeba pamiętać, że jest to pierwszy poważny materiał od tego młokosa. Z każdym kolejnym może być lepiej, ale trzeba uważać, żeby nie zacząć zjadać własnego ogona. No i kolejna postać, która potrafi znakomicie sobie dobrać producentów.

6. Concept
Impromptu Notes
Definition










Szok. Prawdziwie jazzujący materiał, tak piękny, że dziwnym jest, że przeszło to bez jakiegokolwiek echa. Gdyby nie wpisy na ścianie jednego ze znajomych na pewnym portalu społecznościowym prawdopodobnie w życiu bym się nie dowiedział, że coś takiego powstało. Dziękuję, Andrzej. Concept jest producentem z Nowej Zelandii, tworzący muzyką podobną do tego, co robi Geoff Wilkinson w US3, z tą różnicą, że jemu wychodzi znacznie lepiej. Do tego fantastyczne dwa występy Johna Robinsona, który znakomicie odnajduje się w takich klimatach. Przepiękna płyta, pełna uroku i feelingu, jakiego dawno nie zaznałem w jakiejś nowości z tego typu hip-hopu.

5. Mr. J. Medeiros
Saudade
Fat Beats










Jakoś nigdy specjalnie nie przepadałem za Mr. J. Medeirosem, tak samo jak za jego The Procussions. Posłuchałem, odnotowałem, że było, odstawiłem na półkę. Do Saudade podchodziłem na zupełnym luzie, tak żeby sobie posłuchać. Po ponad 40 minutach, jak wieńczący album, przepiękny "Shover Curtains" przestał grać, długo nie mogłem dojść do siebie. Dojrzały, bogaty, liryczny Medeiros rapujący do różnorodnych beatów stworzonych przez ekipę The State (on, Stro oraz Luke Atencio). Płyta zróżnicowana - z rockowym zacięciem jak, psychodelią lat 60 jak i spokojem płynącym z soulu czy jazzu. Piękny, wymagający album i podobnie jak u Lil B - opus magnum gospodarza.

4. Oddisee
Rock Creek Park
Mello Music Group










Najlepszy instrumentalny projekt tego roku. Być może najlepsze instrumentale ostatnich lat. Jest tu wszystko, co jest związane z czarną muzyką: soul, jazz, funk itd. Człowiek prosi się tylko o jedno: dobrego rapera na takich beatach. Zaproszony yU z całą pewnością do takich się nie zalicza i dla niektórych może psuć wizerunek Rock Creek Park. Tak jak pisze Oddisee w booklecie: "Rock creek park is one of my favourite places". Od siebie dodam: "one of my favourite albums".

14 komentarzy:

  1. ASAP moim zdaniem machnął płytę roku. W recenzji dałem czwórkę chyba, ale teraz dodałbym jeszcze plusa.

    Clams Casino - wiadomo, klasa.

    Oddisee - dobra płyta, ale zdecydowanie więcej czasu spędziłem z Apollo Brownem, mam nadzieję, że kiedyś wypłynie.

    OdpowiedzUsuń
  2. No teraz to obstawię oprócz "leszcza" I Am Ohene w tym twoim Top3. TL

    OdpowiedzUsuń
  3. Na jutro mam tylko jednego pewniaka. Ciekawy jetem jakie asy trzymasz w rękawie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czuję, że Goblin #1




    HEHE

    OdpowiedzUsuń
  5. Nr 12 to nie jest rok 2009/2010?

    OdpowiedzUsuń
  6. Ohene kojarzę a ten lescz to co

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak już ktoś wcześniej napisał - Lewis Parker nie jest przypadkiem z 2009 roku?

    OdpowiedzUsuń
  8. @Krasow, ostatni anonim:
    Rozumiem Waszą konsternację. Lewis Parker może i jest z 2009 roku, ale... tak naprawdę ten album NA FIZYKU ukazał się dopiero w 2011 roku. Jakieś (nie)płatne pseudowersje cyfrowe i inne tego typu rzeczy mnie mało interesują.

    @emdozet:
    Tyler na drugim.

    OdpowiedzUsuń
  9. No "leszcz" to Lamar, tak to na Ślizgu ktoś nazwał:D TL

    OdpowiedzUsuń
  10. to co oznacza tytuł Lil B-ego ?

    OdpowiedzUsuń